e-SĄD

Tagi

, , , , ,

fotolia_24806137_subscription_xxl_800x600_176067

Z zainteresowaniem czytam o planach dalszej informatyzacji sądów roztaczanych przez Wiceministra Sprawiedliwości prof. Jacka Gołaczyńskiego.

Zaznaczam, że podchodzę do tej kwestii bardzo pragmatycznie i jestem zwolennikiem wprowadzenia najnowszych technologii do sądów, pod warunkiem, że korzyści uzasadnią koszty.

Dotychczasowe osiągnięcia na tym polu: dostęp on-line do KRS i EKW oraz e-postępowanie oceniam pozytywnie. Główne zastrzeżenia, jakie mam dotyczą raczej strony technicznej, brakuje mi również możliwości pozyskiwania on-line ważnego i prawnie skutecznego odpisu z ksiąg wieczystych tak ja ma to miejsce w przypadku odpisów z KRS czy CEIDG.

To jednak niewielkie osiągnięcia w porównaniu z planami Ministerstwa na 2013r: e-protokół, dostęp on-line do akt sprawy czy dalsza informatyzacja procedur egzekucyjnych. W planach wszystko wygląda pięknie i naprawdę nowocześnie, będę naprawdę uradowany, gdy Ministerstwo wdroży w życie te plany i wszystkie nowoczesne rozwiązania będą działały w każdym, nawet najmniejszym sądzie w Polsce.

Jestem zwolennikiem wprowadzania tych zmian, więc nawet nie będę rozwodził się nad kwestią, że do tej pory nic (poza decyzją sędziego) nie stało na przeszkodzie by nagrywać lub stenografować posiedzenia i rozprawy, organizować telekonferencje czy nadać korespondencji meilowej potwierdzonej certyfikatem elektronicznego podpisu status oficjalnego dokumentu.

Porozwodzę się natomiast nad czynnikiem ludzkim, ponieważ moim zdaniem każdy, nawet najnowocześniejszy komputer jest tak mądry jak człowiek, który go obsługuje. Żaden komputer nie udzieli informacji, o ile wcześniej człowiek jej do komputera nie wprowadził, a w naszym wymiarze sprawiedliwości to właśnie czynnik ludzki wydaje się być najsłabszym ogniwem.

Cieszy mnie myśl, że z decyzją sądu będę mógł się zapoznać niemal natychmiast po tym, jak sąd wprowadzi treść tej decyzji do systemu, ale nurtuje mnie myśl, że na wydanie tej decyzji nadal będę musiał czekać – i nikt nie jest w stanie przewidzieć jak długo. Sędziego co prawda wiążą terminy, tak jak innych uczestników obrotu prawnego, ale mają charakter instrukcyjny i niedotrzymanie terminu przez sędziego nie wywołuje żadnych skutków prawnych. Niejednokrotnie na wydanie decyzji oczekuje się tygodniami, jeśli nie miesiącami.

W najbardziej skrajnym przypadku czekałem siedem miesięcy na podpis sędziego pod prawomocnym już orzeczeniem o stwierdzeniu nabycia spadku.

Najnowsze projekty Ministerstwa Sprawiedliwości obejmują obok wprowadzenia najnowszych technologii również odciążenie sędziów poprzez delegację niespornych spraw spadkowych do kompetencji notariuszy, a w postępowaniu egzekucyjnym – do kompetencji referendarzy.

Od razu nasuwają mi się wątpliwości w zakresie dalszego poszerzania kompetencji referendarzy oraz konieczności odciążania sędziów.                                                                                                                                                                                     Postawiona przez Ministerstwo Sprawiedliwości teza zakłada, że zatrudnieni w chwili obecnej sędziowie pracują jak mróweczki, uwijają się w pocie czoła, ale nawał pracy jest tak olbrzymi, że nie są w stanie przerobić tej masy. Ta teza nie koreluje z moimi codziennymi obserwacjami, obawiam się, że te i dalsze plany „odciążania” sędziów nie poprawią sytuacji w sądach, nie przyśpieszą procedowania.

Sposobem na poprawę tej sytuacji może być np. wprowadzenie zasady, że wniosek strony nierozpoznany przez sąd w ustawowym terminie należy uznać z upływem tego terminu za przyjęty w całości i można mu nadać odpowiednie rygory prawne. Taka reguła nie tylko przyśpieszyła by procedowanie poprzez eliminację wielotygodniowych przerw w postępowaniach, ale przede wszystkim wprowadziła by przewidywalność co do terminów kolejnych czynności.

 

 

Koszty sądowe w sprawach z zakresu prawa pracy

Tagi

, , , , ,

Zatrzymał mnie dziś na chwilę art. 211 kpc w związku z art. 35 ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych w zakresie dotyczącym roszczeń przy umowach o pracę zawartych na czas nieokreślony.

Wartość przedmiotu sporu w sprawach z zakresu prawa pracy obliczana jest w myśl art. 211 kpc i przy umowach zawartych na czas nieokreślony jest zawsze równa sumie wynagrodzenia rocznego bez względu na faktyczną wartość roszczenia dochodzonego w pozwie.

Art. 35 ustawy o kosztach sądowych wprowadza natomiast podział uczestników postępowania w sądach pracy ze względu na wartość przedmiotu sporu, co w przypadku sporów na tle umowy zawartej na czas nieokreślony jest równoznaczne z wysokością rocznego dochodu brutto.

Zgodnie z dyspozycją zawartą w art. 35 kscu pozew nie podlega opłacie natomiast apelacja, zażalenia, skarga kasacyjna i skarga o stwierdzenie nieważności podlegają opłacie podstawowej w wysokości 30zł pod warunkiem, że wartość przedmiotu sporu (roczny dochód brutto pracownika) nie przekracza 50000zł. Powyżej tej kwoty niestety, ustawa nakłada obowiązek uiszczenia opłaty stosunkowej liczonej nadal od wysokości brutto wynagrodzenia rocznego a nie od faktycznie dochodzonej kwoty.

Różnica jest niebagatelna, albowiem opłata stosunkowa od pozwu wynosi 5% wartości przedmiotu sporu, czyli w tym wypadku 5% rocznego wynagrodzenia brutto, co daje nieco ponad 7% przychodu netto. Również koszty zażalkasaeń, apelacji i skarg są nieporównywalnie wyższe niż 30zł w przypadku zażalenia na jakąkolwiek decyzję sądu opłata wyniesie piątą część opłaty, czyli 1% dochodu brutto pracownika a ewentualna apelacja to kolejne 5% rocznego wynagrodzenia brutto. I to wszystko w oderwaniu od faktycznej wysokości roszczenia. Nie trudno sobie wyobrazić i przeliczyć sytuację, w której opłaty sądowe przewyższą wysokość dochodzonej kwoty.

Pikanterii tej sytuacji do daje fakt, że przy takiej samej wysokości roszczenia, przy takiej samej wysokości rocznego wynagrodzenia, ale przy umowie na czas określony wartość przedmiotu sporu będzie już tylko sumą wynagrodzenia za okres sporny i – o ile nie przekracza wartości 50tyś. zł – pracownik wnoszący sprawę przed sąd pracy będzie korzystał z podmiotowego zwolnienia od kosztów zawartego w art. 96 kscu.

A jak się to przekłada na rzeczywistość? Prześledźmy na przykładach:

Pracownik A, specjalista zatrudniony na czas nieokreślony w średniej wielkości firmie z wynagrodzeniem w wysokości 2970zł miesięcznie netto, wnosi do sądu pracy pozew o wypłatę wynagrodzenia w wysokości 2000zł z tytułu przepracowanych nadgodzin. Wartość przedmiotu sporu równa będzie sumie rocznego wynagrodzenia brutto, czyli  50002,96zł, w związku z czym Pracownik A zobowiązany jest do uiszczenia wpisu sądowego od pozwu w wysokości 2500zł, każde zażalenie to opłata w wysokości 500zł, apelacja to kolejne 2500zł.

Pracownik B, jest menadżerem zatrudnionym w dużej firmie na czas określony z wynagrodzeniem miesięcznym w wysokości 50000zł netto. Wnosi do sądu pracy pozew o wypłatę premii w wysokości 49500zł, gdyż uważa, że w związku ze szczególnym nakładem pracy i zaangażowania w wykonywane obowiązki zasłużył na szczególną gratyfikację. Wartość przedmiotu sporu jest równa wartości dochodzonego wynagrodzenia i wynosi 49500zł w związku, z czym Pracownik B nie wnosi wpisu sądowego od pozwu a za każde zażalenie, apelację czy skargę kasacyjną zapłaci 30zł.

Obciążanie kosztami sądowymi powoda wnoszącego sprawę ma zapobiec absorbowaniu wymiaru sprawiedliwości przez pieniaczy sądowych, jednak często zniechęca w ogóle do dochodzenia swoich, często słusznych, roszczeń.

Nie zawsze skutecznie odstrasza pieniaczy.

Sprawa dr Mirosława G.

Tagi

, , , , , ,

Poprzedzony wielomiesięcznym procesem i wielodniowymi zapowiedziami prasowymi wyrok „w sprawie dr Mirosława G.” ujrzał w końcu światło dzienne a w ślad za nim posypała się lawina komentarzy.

Wyrok, – czego można było się spodziewać – skazujący.  Jednocześnie jest to wyrok, w którym –jak podkreślają komentatorzy – Sąd musiał zdecydować, gdzie kończy się wyrażanie wdzięczności a zaczyna korupcja. Sąd stanął na wysokości zadania i zważył (jak to sądy maja w zwyczaju), po czym wydał wyrok iście salomonowy: drogie kwiaty, alkohole, pióra wieczne to korupcja, a nie wyrażanie wdzięczności. Wydawałoby się, że sąd stwierdził to, co jasne i oczywiste.

Nurtowało mnie od wczoraj pytanie: czy istnieje taka potrzeba, by na drodze orzeczeń sądowych formułować definicję prawną poczucia wdzięczności. Po lekturze kilku notek prasowych i wypowiedzi internautów moje pytanie ewoluowało i zastanawiam się, od kiedy są nam potrzebne orzeczenia sądu by odróżnić wdzięczność od korupcji. Kiedy „wdzięczność” stała się politycznie poprawnym synonimem łapówki? Za co jesteśmy tak wdzięczni, że nie wystarczy zwykłe „dziękuję”?

Korupcję w dzisiejszej Polsce możemy podzielić na dwa rodzaje: korupcję-korupcję i korupcję-wdzięczność.

Korupcja-korupcMilion_dolarowja pojawia się na styku gospodarki i polityki, czyli w klasycznym ujęciu i polega na przeprowadzeniu nielegalnej, ale jednak – transakcji handlowej. Pieniądze przechodzą ze ręki do ręki w zamian za określone zachowanie. Jeśli łapówka nie zostanie przekazana, to sprawa nie zostanie załatwiona. Historia stara jak świat, opisywana w powieściach, znana pod każdą szerokością geograficzną, pod różnymi nazwami.

Korupcja-wdzięczność może pojawić się wszędzie, w każdej dziedzinie życia, choć najczęściej spotykamy się z nią w kontaktach z budżetówką. To wyrażanie wdzięczności za pracę wykonaną na publicznym etacie. Pracę, za którą łapówkobiorca ma wypłacaną pensję i pozostałe świadczenia pracownicze. Spotykamy się z nią na co dzień w urzędzie, w szpitalu, w szkołach. Płacimy urzędniczce za to, że naszą sprawę załatwiła w trzy miesiące, bo przecież mogła pól roku ją ciągnąć, lekarzowi za wykonany zabieg, bo przecież mógł zostawić pacjenta bez pomocy medycznej, pielęgniarce za dyskrecję podczas podawania basenu, nauczycielce za to, że przychodziła do pracy, do której – pech chciał – co dzień wysyłamy nasze pociechy, i dlatego już nie wymagamy by uczyła nasze dzieci czegokolwiek, o nie, wyślemy je na korepetycje. Pani nauczycielka niech tylko przyjmie od nas w podziękowaniu za swój trud ten skromny prezencik dwa – trzy razy do roku.

Czy możemy się sprzeciwić korupcji?

W przypadku korupcji-korupcji w wielu sytuacjach możemy powiedzieć jasno i kategorycznie NIE. Ryzykujemy tylko tym, że nie załatwimy sprawy po naszej myśli. Załatwimy ją inaczej, albo zrezygnujemy i załatwimy inną sprawę. Korupcja-korupcja ma swoją indywidualną twarz przekupnego urzędnika, twarz, której możemy powiedzieć prosto w oczy: Nie, dziękuję.

W przypadku korupcji-wdzięczności już tak łatwo nie jest. Korupcja-wdzięczność ma wiele twarzy. W tym wypadku to nie nieuczciwy urzędnik, lekarz czy nauczyciel wyciąga do nas rękę. W tym przypadku to my idziemy do lekarza, nauczyciela czy urzędnika z przygotowanym dowodem wdzięczności w ręku i dziękczynnym peanem na ustach. Idziemy, bo tego oczekuje od nas społeczeństwo.  Korupcja-wdzięczność podstępnie, po woli stała się normą społeczną, wyróżnikiem kulturalnego zachowania. Sprzeciwić się takiej świeckiej tradycji niepodobna, to jakby przyznać się do braku kultury, chamstwa zwyczajnego, dlatego nosimy bombonierki i koniaczki, perfumy i elektroniczne gadżety, książki i koperty, bo tak wypada, bo wszyscy tak robią, bo jak nie zaniosę to coś się stanie i to pewnie coś złego.

Przychodzi mi na myśl analogia do szamanów i zaklinania deszczu, składania ofiar i darów by zapewnić sobie przychylność B-ów.

Korupcja-wdzięczność z prawdziwą wdzięcznością, wzruszającą i wyciskającą łzę z oka nie ma nic wspólnego, tak samo, jak nie ma nic wspólnego ze specjalnym wysiłkiem czy szczególnym zainteresowaniem. Nie jesteśmy ani lepiej leczeni, nasze dzieci nie są lepiej wykształcone a nasze sprawy w urzędzie i tak są załatwiane dłużej niż by to wynikało ze zdrowego rozsądku. Co więcej, niejednokrotnie zżymamy się na ten obowiązek towarzyski, jak i na inne towarzyskie niedogodności.

W tym procesie największym przegranym nie jest dr G., CBA, wymiar sprawiedliwości czy służba zdrowia. Prawdziwymi przegranymi jest tych 20 pacjentów, którzy jako współwinni korupcji zasiedli na ławie oskarżonych.

Na dobry, nowy początek

Początek roku to czas noworocznych postanowień, wprowadzania zmian, nowych wyzwań.

Moim tegorocznym, noworocznym postanowieniem został ten blog, który niniejszym ogłaszam za otwarty!

Blog będzie związany z tym, czym zajmuję się na co dzień – ze stosowaniem prawa. Anioł

Interesują mnie, co oczywiste, zmiany w prawie i orzecznictwie, ale na tym blogu chciałbym zająć się też relacjami pomiędzy światem prawników a światem zwykłych ludzi oraz ich wzajemnym na siebie oddziaływaniem.

Życząc wszystkim udanego 2012r zapraszam do lektury i dyskusji wszystkich zainteresowanych, bez względu na profesję.

Wiktor Celler

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.